Moje krajobrazy

Starego siedliska czar

Starego siedliska czar

Kochani. Nadszedł czas na zmiany. Kończę swoją przygodę z blogiem pod adresem wierzbowisko.blogspot.com. Od dzisiaj wszystkie nowości duże i małe znajdziecie TUTAJ. Tym, którzy dopiero teraz zaglądają do mnie po raz pierwszy spieszę wyjaśnić, że to miejsce poświęcone moim ogrodowym zmaganiom w duchu eko, a jednocześnie próbie zachowania starego, wiejskiego krajobrazu polskiej wsi. Bez grządek pod linijkę (popatrzcie na przydomowe ogródki w skansenach, gdzie kolorowe kwiaty wysiewało się „z ręki”, bo nikt nie miał czasu, by poświęcać im długie godziny pielęgnacji), a mimo to urokliwych. Bez chemicznego warzywnika, a opartego o naturalne środki ochrony i nawozy – u mnie przede wszystkim Biohumus, kompost własnej produkcji i produkty EM Green, które pokochałam od pierwszego użycia. Może pomidory nie są równe i wielkie, ale za to smakują i pachną słońcem. Cukinie rosną jak szalone, a maliny zbieram aż do pierwszych mrozów. Nigdzie wokół nie ma takich pięknych traw, szumiących na wietrze, bo wszyscy je skosili niemal do gołej ziemi. Nie dojrzysz brzozowych zagajników, bo liście śmiecą. Wiele pięknych drzew wycięto w pień., kiedy tylko pozwoliły na to przepisy, bo widoki zasłaniały. Zniknęły jesiony, czarne bzy porastają już tylko pobocza, podobnie jak głogi czy dzikie róże. A ja zaprosiłam je do swego ogrodu, bo są piękne. Z wdzięczności za opiekę rozsiewają się z roku na rok, tej wiosny głogów starczy już na żywopłot od drogi – a jest tego ok. 70 m długości. I dobrze. Nawet ulęgałka się ostała, nie wiadomo skąd. Nie wspominając o dzikich śliwach, m.in. tarninie, która karmi nas swymi owocami, pięknych głogach i dzikich różach. Uwielbiam ten nieco dziki krajobraz za moim oknem. Oknem drewnianego, małego domku, w którym wiszą stareńkie szydełkowe zazdrostki. Domku otulonego lnem i bawełnianym płótnem: koronkowe obrusy, pościele z drewnianymi guzikami, które szyję w mojej Wierzbowej Pracowni, przenoszą mnie do nieco zapomnianego już wiejskiego świata naszych babć. A ręcznie robione swetry, które dziergam wieczorami, przypominają o tym, że najwygodniejsza i najpiękniejsza w życiu jest… prostota. Jak to drzewiej bywało. Zapraszam Was do mojego wiejskiego świata, w którym świerszcze grają do snu, a klangor żurawi budzi o świcie.

Udostępnij

O autorze

Witam. Nazywam się Agnieszka Kozera. Mam słabość do pięknych rzeczy w rustykalnym stylu, dlatego też kilkanaście lat temu porzuciłam wielkie miasto na rzecz małej mazurskiej wsi. Porzuciłam też wielkie wydawnictwa i zajęłam się szyciem pięknych płóciennych i lnianych rzeczy do domu - obrusów, zazdrostek, pościeli itp. Szyję też sama sobie niemal wszystkie ubrania, ale czasem coś z tego również zdeycuję się wystawić na sprzedaż. Ogólnie - uwielbiam szyć i tą pasją chciałam się z Wami podzielić. Na tym niezwykłym blogu znajdziecie nie tylko informacje o stylu życia zgodnym z naturą, ale też jest to moje miejsce pracy - tworzenia i sprzedaży. Zapraszam do mojego magicznego wiejskiego świata i na niebanalne zakupy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.