
Takie widoki są u mnie codziennością. Szumiące trawy, świerszcze grające wieczorami, gwieździste niebo. Kocham te widoki. Kocham przyrodę. Kocham swoje siedlisko.
No właśnie, siedlisko. Takie, jak dawniej bywało – z drewnianą chatą, przydomowym ogródkiem, zwierzętami wokół i lasem nieopodal. Zatrzymane w czasie widoki? Wspomnienia? Ja staram się przywrócić je światu.
Siedlisko już mam. Teraz chcę zatrzymać ducha tamtych domostw. Bo każde z nich miało duszę. Nie było mebli seryjnie schodzących z taśm, a robili je stolarze. Nie było zasłonek i obrusów z supermarketów, a tkały je sąsiadki, a wyszywały panie domu. Spódnice, bluzki z pięknych lnów, prawdziwych wełen, ręcznie dziergane swetry…
Tak, mam takie w swoich drewnianych komodach i szafach. I choć nie znam pań, które tkają piękne materiały, a kupuję je w sklepach, sama je projektuję, szyję, ozdabiam, ręcznie przyszywam drewniane guziki.
U mnie nie ma plastiku, w pracowni, domu, ani w ogrodzie. Wszystkie rzeczy na sprzedaż – patrz zakładka „Zakupy” na górze strony – pakuję w szary papier, zapinam papierową taśmą i chowam do tekturowego pudełka. Wizytówki stempluję rzemieślniczym stemplem. Bo tak lubię. U mnie pracownia działa w duchu slow. I, owszem, bywa, że siedzę w niej kilkanaście godzin na dobę, ale na własnych zasadach.
Mam nadzieję, że Wam także spodobają się moje rzeczy – w starym, dobrym stylu, z naturalnych tkanin, w króciutkich seriach, albo szyte całkiem na zamówienie.
Zapraszam do mojego świata w starym wiejskim siedlisku. Agnieszka





