Od kilku lat mieszkam na warmińskiej wsi, dokąd przeprowadziłam się z wielkiego miasta. I choć zawsze mieszkałam w otoczeniu zieleni, zawsze miałam blisko las i codziennie chodziłam do niego na spacery z psem, wciąż nie mogę nacieszyć się tutejszą przyrodą.
Bo ona jakaś inna jest. Bardziej soczysta, każdy krzak większy w swych rozmiarach, nawet trawy i pokrzywy nad podziw wybujałe. A ja dodatkowo jeszcze wciąż coś u siebie sadzę, zmieniam, dokładam. Wciąż za mało, by mówić o dzikim zakątku, w który kiedyś chcę zmienić swoją wielką łąkę, która niegdyś była pastwiskiem przez całe dziesięciolecia. Wciąż jeszcze za krótko tu jesteśmy, by nasz staw stał się naturalnym zbiornikiem przyciągającym dzikie ptactwo. I choć sąsiedzi się dziwią, że – mimo iż od naszej przeprowadzki tutaj minęło kilka dobrych lat – wciąż działka ogrodzona jest siatką leśną. I tak już zostanie – siatka leśna z jak największymi oczkami na drewnianych słupkach. Może nie wygląda to nad podziw uroczo z bliska, ale z daleka – ma ogromną zaletę – wcale tego płotu nie widać. A co najważniejsze, swobodnie przechodzą przezeń małe zwierzątka z pobliskich pól i lasów. Witamy zające, które chętnie korzystają zimą z resztek wyrzucanych na kompostownik.
Mamy co jakiś czas w gościach lisa, który nad naszym stawem pod drzewem założył rodzinę. Mamy dzikie kaczki, czaple i łabędzie, które co roku zastanawiają się, czy jednak nie pomieszkać u nas (niestety, nie bardzo dogadują się z psem, więc po kilkudniowych negocjacjach odlatują nad pobliskie jezioro). Nie wspomnę o jeżach, na które ciepłymi wieczorami trzeba uważać, bo spacerują po ścieżkach niespiesznie. Oczywiście bocianie gniazdo przy bramie być musi, co roku zamieszkane (podobno przez te same ptaki, bo zapamiętują miejsce lęgu). I dla tej całej czeredy nigdy nie zgodzę się na zmianę działki w równiutko przystrzyżony, niezwykle modny ogródek, świetnie oświetlony, by można było napawać się wieczornymi spacerami.
Bardziej niż światło cenię sobie piękne gwiazdy na niebie. Bardziej niż równy trawniczek wolę szumiącą na wietrze trawę.
A grządki zakładane pod linijkę są mi obce, nawet w warzywniku. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba ten skrawek mojego nieba.
Dlaczego nie będzie trawniczka pod linijkę