Moje krajobrazyW zgodzie z naturąZiołowisko

Aż żal zrywać takie piękne korale…

Aż żal zrywać takie piękne korale…

No cóż, szkoda, nie szkoda, a jak się nie zbierze, to się zmarnują.

Czerwona porzeczka fot. Wierzbowisko

Mowa o porzeczkach. Mam ich w swoim ogrodzie tylko 4 krzaki – dwie czarne oraz po jednej białej i czerwonej. Rosną na reprezentacyjnej rabacie z piwoniami, floksami i astrami i… nic ode mnie nie chcą. Dosłownie. Nie atakują ich szkodniki, nie wymagają nie wiadomo jak specjalnej pielęgnacji, jedynie raz do roku obcinam ewentualnie jakąś uszkodzoną gałąź.

Wszystkie krzewy rosną obok siebie, na rabacie z kwiatami fot. Wierzbowisko

Podlewam za to regularnie, tzn. dostają wodę przy okazji podlewania rosnących obok nich kwiatów.

Obok krzewów porzeczek rosną m.in. astry fot. Wierzbowisko

Podlewam biohumusem, tak samo jak kwiaty, w takich samych ilościach. Rosną w dość ciężkiej, gliniastej częściowo glebie, za to żyznej, bo III klasy gruntów. I najwyraźniej im to pasuje, bo z roku na rok cieszą nas coraz większą ilością owoców.

Czarną porzeczkę obrywam z owoców regularnie, wybierając najbardziej dojrzałe fot. Wierzbowisko

Porzeczki czarne – wiadomo, skarbnica zdrowia. Witaminowa bomba po prostu. Te zrywam regularnie, partiami, wybierając najbardziej dojrzałe. Najczęściej robię z nich sok, od czasu do czas galaretkę, ale w tym roku jej nie będzie, bo mam jeszcze z 2021 roku w spiżarni.

Gałęzie porzeczek uginają się od nadmiaru owoców fot. Wierzbowisko

Białe porzeczki traktuję jako dodatek do pozostałych dwóch kolorów np. w sokach, ale najwięcej mrożę, tak samo jak borówki, dodaję potem np. do owsianki, robię z nich kisiel czy galaretkę. Mieszam też z innymi owocami na soki. Najczęściej – z czerwoną porzeczką, bo zrywam je w tym samym czasie.

Mój przepis na sok:

Łubiankę owoców porzeczki (dowolne kolory) przebieram, obrywam starannie kulki z gałązek i płuczę wodą. Po odcedzeniu na sicie, przekładam do garnka, zasypuję ok. 3/4 kg cukru – do smaku, jak sok będzie za kwaśny na koniec cukru zawsze można dosypać, zalewam wodą tak, by przykryła owoce i zagotowuję na wolnym ogniu. Tak, to mój uniwersalny przepis na sok, tak samo robię np. wiśniowy czy z czarnego bzu albo malin. Studzę, odstawiam w chłodne miejsce na kilka godzin, by sok naciągnął. Zagotowuję ponownie i wrzący przelewam do wyparzonych słoików. Jednocześnie Przelewając od słoików, odcedzam owoce, bo na lejku mam nałożone pasujące od niego sitko, które nie pozwala owocom dostać się do słoika. Zakręcam, stawiam wieczkiem do góry. Każdy słoik pasteryzuje dodatkowo w garnku z wrzącą wodą przez ok. 5 minut.

Smacznego!

Udostępnij

O autorze

Witam. Nazywam się Agnieszka Kozera. Mam słabość do pięknych rzeczy w rustykalnym stylu, dlatego też kilkanaście lat temu porzuciłam wielkie miasto na rzecz małej mazurskiej wsi. Porzuciłam też wielkie wydawnictwa i zajęłam się szyciem pięknych płóciennych i lnianych rzeczy do domu - obrusów, zazdrostek, pościeli itp. Szyję też sama sobie niemal wszystkie ubrania, ale czasem coś z tego również zdeycuję się wystawić na sprzedaż. Ogólnie - uwielbiam szyć i tą pasją chciałam się z Wami podzielić. Na tym niezwykłym blogu znajdziecie nie tylko informacje o stylu życia zgodnym z naturą, ale też jest to moje miejsce pracy - tworzenia i sprzedaży. Zapraszam do mojego magicznego wiejskiego świata i na niebanalne zakupy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.