Mam do nich prawdziwą słabość. Kocham za kolory, łatwość uprawy i to, jak pięknie z roku na rok się rozrastają. Szkoda tylko, że kwitną tuż przed przymrozkami, bo czasami niezwykle krótko można cieszyć się ich pięknem. W tym roku mam rabaty, na których astry jeszcze w ogóle nie zakwitły, choć zwykle w październiku już wszystkie zachwycały swym pięknem. Cóż… przyroda bywa kapryśna. Dzisiaj więc dzielę się zdjęciami tych, które postanowiły już pokazać swą urodę światu. Zapraszam na swoje jesienne rabaty z astrami.








