Jest ich w sklepach mnóstwo – małe, wielkie, puchate, gładkie i wzorzyste. Ale kiedy szukasz konkretnego szala, takiego który pięknie owinie się wokół szyi, ogrzeje w zimne dni, nie zagryzie i nie oblepi kłakami wszystkiego dokoła, okazuje się, że… nie jest łatwo znaleźć go w sklepach.

W takich sytuacjach wyciągam jakieś zapomniane kłębki włóczki ze strychu, sięgam po druty i… Za dwa dni (dziergam nienerwowo, głównie wieczorami, ale jak się człowiek spręży to jednego dnia też się uda) mam super szalik. Mój. Dokładnie taki, jak chcę. Owszem, trzeba na niego poświęcić nieco czasu, ale za to kosztuje grosik.
Mój szalik cały robiony jest ściągaczem (cieplutki, ładniej się układa niż proste moim zdaniem), co oznacza, że nieco więcej włóczki na niego trzeba. Mój szalik ma 185 cm długości (bez frędzli), 35 cm szerokości, otula szyję na dwa razy, kiedy bardzo zimno, albo na raz, w sam raz. Zużyłam na niego niecałe 2 motki włóczki akrylowej (320 m w 100 g motku, druty 3,5 mm).
Poza ceną najważniejsze jednak jest to, że szalik spełnia dokładnie moje oczekiwania no i każdy mi go zazdrości.