
Szumiące trawy, świerszcze grające wieczorami, gwieździste niebo. Matka Natura stworzyła moje siedlisko. I kocham je całym sercem. Uciekając z Warszawy chciałam na Mazurach stworzyć miejsce jakby zatrzymane w czasie. Z drewnianą chatą, przydomowym ogródkiem, zwierzętami wokół i lasem nieopodal.
Siedlisko już mam. Teraz chcę zatrzymać ducha tamtych domostw. Bo każde z nich miało duszę. Nie było mebli seryjnie schodzących z taśm, a robili je stolarze. Nie było zasłonek i obrusów z supermarketów, gospodynie robiły je same. Spódnice, bluzki z pięknych lnów, prawdziwych wełen, ręcznie dziergane swetry… To właśnie dla Was robię.
U mnie nie ma plastiku, w pracowni, domu, ani w ogrodzie. Wszystkie rzeczy na sprzedaż – patrz zakładka „Zakupy” – pakuję w szary papier, zapinam papierową taśmą i chowam do tekturowego pudełka. Wizytówki stempluję rzemieślniczym stemplem. Bo tak lubię. U mnie pracownia działa w duchu slow. I, owszem, bywa, że siedzę w niej kilkanaście godzin na dobę, ale na własnych zasadach.
Mam nadzieję, że Wam także spodobają się moje rzeczy – w starym, dobrym stylu, z naturalnych tkanin, w króciutkich seriach, albo szyte całkiem na zamówienie.
Zapraszam do mojego świata w starym wiejskim siedlisku. Agnieszka






