Dziki staw ma swoje zalety

Może zima to niezbyt dobrana pora roku do pisania o stawie, ale przecież właśnie teraz wielu z Was, i ja też, zastanawiamy się, jak będzie wyglądać nadchodzący sezon w naszych ogrodach. Może zostawić bez zmian? A może jednak coś zmienić? Przeglądamy katalogi, ogrodnicze pisma, księgi większe i mniejsze. Ja, po kilku latach na wielkiej działce, wiem jedno: dzikość natury ma swoje ogromne zalety, zwłaszcza jeśli chodzi o staw. My kupiliśmy go już wraz z działką, wykopany przez poprzednich właścicieli, z wielkim rozmachem, ma bowiem kilkaset mkw powierzchni, wedle wypisów z ewidencji, prawie 1000 mkw. Był też głęboki powyżej pasa. Piszę był i miał, ponieważ takim pamiętam go ostatni raz z 2015 roku. Wtedy jeszcze zimy miały więcej śniegu, a więc staw miał szansę odnawiać się po zimie, jeśli chodzi o ilość wody. Ale 3 lata temu wysechł do zera. I teraz jest go już tylko połowa. Dobrze, że w ogóle jest, bo wiele oczek mniejszych się nie odnowiło na innych działkach. U mnie na szczęście, w tym przypadku, ziemia mocno gliniasta, a wody podskórne płytko, więc samoczynnie napełnił się staw do połowy. Przyznam, że nie ingeruję w to, jaki jest. Czyszczę go ekologicznym preparatem Em Green raz w sezonie – po prostu wtłaczam w muliste dno, dzięki czemu woda staje się przezroczysta, co niemożliwe byłoby innym sposobem, bo wokoło rosną piękne, stare wierzby i spadają z nich liście jesienią, wprost do wody. A potem gniją. A potem woda zaczyna śmierdzieć. A tak – jest czysto i pięknie, i wszystkie żyjątka zadowolone. Na tym właściwie kończy się pielęgnacja stawu. Czasem, z jednej strony, gdzie lubimy sobie posiedzieć wyrywam tatarak, który nazbyt się rozprzestrzenia, ale na innych brzegach go zostawiam, by stanowił schronienie dla dzikich ptaków. Warto zostawić dzikość natury, choćby dlatego, że co roku na wiosnę przyfruwa do nas para łabędzi. Nie wygoniłabym ich, gdyby zostały, na szczęście pies uznał, że jednak to jego teren i szczeka na nie dotąd, aż sobie pofruną na pobliskie jeziora. Trwa to zwykle kilka dni i nocy…. Ciekawe, czy w tym roku też u nas zagoszczą te królewskie ptaki.

Podobne wpisy

  • Koronki i surówka

    Lubię mieszać style. Lubię piękno. Lubię koronki. I surową bawełnę, bo – zaraz po lnie – ma swój niepowtarzalny urok. A Wy? Oto najnowsze „dzieci” – pierwsze artykuły z nowej kolekcji. Mocno koronkowej. Mocno stonowanej. Dla dużych i małych. Poducha serce, ma 38 cm szerokości na górze i 30 cm wysokości. Wypchana kulką silikonową antyalergiczną,…

  • Starego siedliska czar

    Kochani. Nadszedł czas na zmiany. Kończę swoją przygodę z blogiem pod adresem wierzbowisko.blogspot.com. Od dzisiaj wszystkie nowości duże i małe znajdziecie TUTAJ. Tym, którzy dopiero teraz zaglądają do mnie po raz pierwszy spieszę wyjaśnić, że to miejsce poświęcone moim ogrodowym zmaganiom w duchu eko, a jednocześnie próbie zachowania starego, wiejskiego krajobrazu polskiej wsi. Bez grządek…

  • Eleganckie bieżniki zakryją, co trzeba

    Są wielofunkcyjne, bo nie tylko zdobią, ale też świetnie nadają się do… zakrycia tego, czego pokazać nie chcemy, np. plamy na obrusie. W mojej pracowni znajdziesz duże i całkiem małe, mogące służyć jako podkładki. Białe i kolorowe. NIe ma twojego rozmiaru? Zamów, jaki Ci jest potrzebny. Aktualnie dostępne znajdziesz w moim sklepiku na https://allegrolokalnie.pl/uzytkownik/Wierzbowisko

  • Ekotorby – must have

    Nie muszą być wykończone byle jak. Mogą zachwycać prostotą, bo są z surowej bawełny. Mogą mieć poręczne kieszenie, które posegregują twoje skarby. Mogą być po prostu – prosto ładne. Tak jak te. Tylko spójrzcie. Kosztują niewiele, bo tylko po 15 zł. A są naprawdę duże – mają ok. 38×45 cm. Na zdjęciu torby wypchane są…

  • Krem, który nie uczula?

    Czy taki w ogóle istnieje? Moja skóra podpowiada mi, że w sklepie zostały już tylko pojedyncze, taniutkie kremiki, które mojej marudnej niezwykle cerze nic nie robią. Ale taki, który by ją odżywił, odmłodził, nawilżył, a do tego przede wszystkim nie uczulił musiałam zrobić sobie sama. Nie ukrywam – nie chadzam do kosmetyczek. Nie spłycam zmarszczek,…

  • Poduchy-przytulasy

    Są Wam dobrze znane, bo goszczą już w wielu domach. Bawełniane poduszki, a może przytulaski? Mięciutkie, milutkie, bezpieczne nawet dla małych dzieci. Czerwonouchy kłapouch to najnowsza z moich poduszkowych prztulanek. Bardziej jak maskotka, niż poduszka, choć córcia mówi, że wielofunkcyjna. Nosi ją ze sobą w dzień, nocami traktuje jak najlepszą przytulankę a czasem i poduszkę….

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.